Po raz kolejny zakochałam się…

Miłością na (prawie) wyłączność obdarzyłam fotografię już kilka lat temu. Jednak nawet w tak długim związku, pojawiają się momenty, w których ponownie jestem rozkochiwana. Takim czasem był ostatni tydzień, podczas którego zafascynowałam się fotografią sferyczną.

Trudne początki, ale… kto wie?

Teoretycznie zrobienie zdjęcia sferycznego nie jest trudne. Wystarczy, że za pomocą aparatu “ogarniemy” całą, otaczającą nas przestrzeń a następnie wszystko przepuścimy przez program. Jednak w praktyce nie jest to takie proste.

Na samym początku miałam duże problemy ze stworzeniem dobrych i “równych” względem siebie zdjęć. Jakiekolwiek odchylenia mściły się na mnie straszliwie. Trudnością było również dość dynamiczne tło. Jak mam poprosić kilkaset osób jednocześnie, by na rynku w Katowicach nagle przestały się one ruszać?

Statyw i do dzieła

Moim następnym krokiem było uzbrojenie się w statyw. Teraz moje zdjęcia sferyczne stały się znacznie bardziej uporządkowane i – kto wie – może w dłuższej perspektywie będą one prezentować się znacznie lepiej? Jak na razie jednak pozostawiam Was z niedosytem. Za kilka miesięcy napiszę Wam, jak zakończył się mój “romans” z fotografią 360 stopni.